KURS NA PEKIN
W szybkim tempie zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008. Tuż po ich
zakończeniu rozpocznie się Paraolimpiada, w której udział weźmie dobrze Państwu
znany Janusz Rokicki. Na chwilę przed tym wielkim wydarzeniem pan Janusz opowiada
nam o przygotowaniach do startu, nadziejach z nim związanych, a także
o tym, co dzieje się w środowisku niepełnosprawnych sportowców w regionie.
Katarzyna Pytlowany: Jak wygląda dzień olimpijczyka?
Janusz Rokicki: Monotonnie :-) już o 7 rano jestem na siłowni, potem trening na boisku. Po południu kolejny trening. I tak codziennie, chyba że akurat wypadną jakieś zawody. Kilkadziesiąt pchnięć kulą dziennie. Mniej mam teraz treningów siłowych. Skupiamy się na technice, szybkości, precyzji.
KP: A jak układały się dotychczasowe starty w tym roku?
JR.: Różnie, ale zawsze w czołówce. W sezonie olimpijskim szlifuję formę na tą jedną, konkretną imprezę. Nie ma czasu, żeby rozdrabniać się na zawody, które są po drodze. Oczywiście w trakcie startów daję z siebie wszystko, ale główny cel sezonu to olimpiada.
KP: Zna już Pan harmonogram startów?
JR.: Dokładnego jeszcze nie. Wiem tylko, że do Pekinu wyjeżdżamy 26 sierpnia, a wracamy niecały miesiąc później. Pierwszy tydzień przeznaczony będzie na aklimatyzację, potem dojdą treningi. Według różnych pogłosek, mój start będzie miał miejsce 12 września.
KP: Zdąży Pan zwiedzić Pekin?
JR: Tego jeszcze nie wiem. Przed startem z pewnością nie. Nie chcę się rozpraszać, ani ryzykować niepotrzebnej kontuzji. A po zawodach z pewnością znajdę czas, żeby zobaczyć choć kawałek tego ogromnego miasta.
KP: Pomówny trochę o sporcie osób niepełnosprawnych. Czy coś się zmieniło na lepsze od naszej ostatniej rozmowy?
JR: Z bólem serca muszę stwierdzić, że nic. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy traktowni przez związek jako osoby niepełnosprawne umysłowo, a nie fizycznie. A przecież jesteśmy sportowcami, którzy uzyskują najlepsze na świecie rezultaty w swoich kategoriach. Chcąc być zawodowym sportowcem, musimy liczyć na własną pomysłowość i sponsorów. Ja mam wielkie szczęście być pod skrzydłami Mokate. To wsparcie jest dla mnie bardzo ważne. Kurs na Pekin W szybkim tempie zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008. Tuż po ich zakończeniu rozpocznie się Paraolimpiada, w której udział weźmie dobrze Państwu znany Janusz Rokicki. Na chwilę przed tym wielkim wydarzeniem pan Janusz opowiada nam o przygotowaniach do startu, nadziejach z nim związanych, a także o tym, co dzieje się w środowisku niepełnosprawnych sportowców w regionie. fot. M. Pytlowany MOKATE serwis
KP: A praca u podstaw? Czy Pana przykład jest wzorem dla innych?
JR: Myślę, że tak. Zresztą sam staram się pomagać. Często zaczepiam na ulicy, w sklepie osoby niepełnosprawne. Przedstawiam się, opowiadam o sobie i zapraszam na treningi.
KP: I przynosi to efekty?
JR: Oczywiście. Mamy już kilku zawodników pozyskanych w ten sposób, którzy odnoszą sukcesy w Mistrzostwach Polski i na arenie międzynarodowej. Jedna z takich osób, niewidomy dyskobol ze Skoczowa, bliski jest uzyskania kwalifikacji olimpijskich i wyjazdu do Pekinu.
KP: Czy takie działania są wspierane przez organizacje sportowe, Komitet Paraolimpijski?
JR: Niestety, zdani jesteśmy tylko na siebie. Sami jeździmy do takich ludzi, przywozimy ich na treningi, zapewniamy podstawowe przyrządy do zajęć. Wszystko to na własny koszt. Wierzę jednak w to, że trzeba ludziom pomagać
KP: Dlaczego Pan to robi?
JR: Chcę dać innym niepełnosprawnym taką szansę, jaką sam dostałem w życiu. Chciałbym im pokazać, że mogą wyjść z domów, zacząć robić coś wartościowego i odnosić w tym sukces. To duża różnica być inwalidą czekającym na pomoc, a niepełnosprawnym sportowcem. Mam osobistą satysfakcję, kiedy widzę zmiany jakie zachodzą w takiej osobie. Sport, związana z nim samodyscyplina, wpływają nie tylko na ciało, ale także na psychikę. Dodają wiary w siebie i w swoje możliwości.
KP: A propos wiary w siebie, jak ocenia Pan swoje możliwości na olimpiadzie?
JR: W Pekinie wystartuję w połączonych kategoriach, stąd konkurencja nieznacznie wzrośnie. Myślę, że będę w czwórce najlepszych. Co prawda, nie wiadomo jak zaprezentują się gospodarze, bo ich forma jest dla nas wielką zagadką, jestem jednak dobrej myśli.
KP: Ma Pan jakieś plany wakacyjne?
JR: Wakacje to będzie najgorętszy okres przygotowań, ale z pewnością po olimpiadzie znajdę czas, by odpocząć i złapać trochę wytchnienia.
KP: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za sukces w Pekinie.